Opinie

Maria Legiec: „Wyniki wyborów to polityczne trzęsienie ziemi“

„Te wybory do UE nie są dobrym dniem dla Europy” – tak można podsumować ogólny ton komentarzy powyborczych, panujący w niemieckich mediach.

Chciałabym przypomnieć fragment mojego artykułu „Wiatry wieją w Europie z prawej strony”, opublikowanego w wadowickiej „Pressmanii” (18 marca 2024) i w kanadyjskim piśmie „Goniec” (10 marca br.): „Zbliżające się wybory europejskie w 2024 r. mogą wywołać kolejne polityczne trzęsienie ziemi.” I rzeczywiście, to, co się wydarzyło w czerwcu tego roku, można określić tymi słowami.

Ale – po kolei: W ciągu tych kilku czerwcowych dni około 360 milionów uprawnionych wyborców zostało wezwanych do wybrania swoich przedstawicieli do następnego Parlamentu Europejskiego. 26 milionów z nich mogło głosować po raz pierwszy, w tym dwa miliony 16- i 17-latków, co było życzeniem partii lewicowych. Jednak, ku rozczarowaniu lewaków, zagłosowali oni na prawicę!

Czerwcowe wybory okazały się sukcesem dla partii prawicowych. Tak mówi niemiecka prasa: „Krok na prawo w Europie – i polityczne trzęsienie ziemi” (…) „Europa zagłosowała i zgodnie ze wstępnymi prognozami, po raz kolejny doświadcza przesunięcia w prawo. Ten wynik wyborów ukształtuje politykę na resztę dekady” (Redaktionsnetzwerk Deutschland, 09.06.2024).

Wielu komentatorów określiło wybory europejskie w 2024 r. jako wybory przyszłego losu Europy i podkreśliło, że „triumf prawicy sprzed pięciu lat trwa dalej w wielu krajach”. Lista krajów, które przypieczętowały ten triumf, okazała się niemała: Austria, Belgia, Bułgaria, Cypr, Chorwacja, Estonia, Grecja, Hiszpania, Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowenia, Włochy. Na pociechę brukselskich eurokratów, w takich państwach jak Portugalia, Dania, Szwecja, Finlandia i Słowacja, „prawicowi populiści” (określenie w mediach niemieckich) przegrali, a wygrali „socjaliści”. Z wielką frajdą podkreśla się, że na przykład na Węgrzech i w Holandii istnieją autorytarne partie nacjonalistyczne, które również przegrały w porównaniu z wyborami krajowymi.

Ogólnie podaje się, że na prowadzeniu stoi centroprawica. W nieznacznie powiększonym Parlamencie Europejskim Europejska Partia Ludowa (EPL) – wraz z niemieckimi partiami CDU i CSU – stała się najsilniejszą grupą i może się ubiegać o 184 z 720 miejsc (ostatnio 176 z 705). Nie obejmuje to posłów AfD, ponieważ AfD została wykluczona z grupy parlamentarnej Europejskich Demokratów (ID) na krótko przed wyborami.

Socjaldemokraci pozostają drugim najsilniejszym obozem. Mają 139 mandatów (ostatnio również 139). Za nimi plasują się liberałowie, którzy spadli do 80 miejsc (ostatnio: 102). Zieloni są wielkim przegranym, mają teraz tylko 52 mandaty (ostatnio 71).

Sojusze prawicowo-populistycznych partii Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (ECR) oraz Europejscy Demokraci (ID) mają odpowiednio 73 (ostatnio 69) i 58 (ostatnio 49) mandatów.

Co to oznacza dla polityki europejskiej?

Znalezienie większości w Parlamencie Europejskim może stać się jeszcze trudniejsze, gdyż równowaga sił będzie zależeć od tego, czy partie z poprzednich prawicowych sojuszy ECR i ID utworzą nowy sojusz. Już w tej sprawie prowadziła kampanię Francuzka Marine Le Pen z włoską szefową rządu, Giorgią Meloni.

Prasa niemiecka szeroko komentuje wyniki głosowania, które nie są źródłem radości dla establishmentu tego kraju. Boleje się nad tym, że partia prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) powiększyła swoje wyniki z 2014 i 2019 r., a obecnie zagłosowało na nią 15,9% wyborców (otrzymała 15 miejsc w Parlamencie) – także młodych, podczas gdy na współrządzącą CDU – 30% (29 miejsc). Liberałowie – SPD, Lewica i Zieloni są w tych wyborach wielkimi przegranymi, tracąc dziesiątki miejsc. Tak skomentował to europejski polityk Partii Zielonych, Daniel Freund, w wywiadzie dla RND: „Wynik jest bolesny i znacznie poniżej naszych oczekiwań“.

Alternatywa dla Niemiec stała się zdecydowanie najsilniejszą siłą w wyborach europejskich na wschodzie Niemiec. Partia, sklasyfikowana przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji jako prawicowo-ekstremistyczna, zajęła pierwsze miejsce w Brandenburgii, Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Saksonii, Saksonii-Anhalt i Turyngii – jak ogłosiła Federalna Administracja Wyborcza w Berlinie w poniedziałek rano po podliczeniu wszystkich 400 okręgów wyborczych. Jest ona „ulubieńcem” wschodnich landów niemieckich. Ale jak się okazuje, także środek Niemiec – Hesja, postawił ją na drugim miejscu po CDU w wyborach. Zagłosowały na nią małe miasta hesyjskie – i mężczyźni! Wyrażono w ten sposób sprzeciw wobec imigrantów i wobec złej sytuacji gospodarczej kraju.

Okazuje się, że siły skrajnie prawicowe na Zachodzie Europy (i także w naszej, wschodnio-centralnej jej części) nadal były w stanie zmobilizować swoich zwolenników, pomimo wszystkich rzekomych „skandali”, którymi próbowano zniechęcić wyborców do popierania ich kandydatów. W Europie największe „zyski” odnotowały francuskie i włoskie partie prawicowe. Fratelli d’Italia Giorgii Meloni, partia holenderskiego prawicowego populisty Geerta Wildersa i austriacka FPÖ, która działała pod hasłem „Stop szaleństwu UE“, przeżywają prawdziwy boom.

A oto świadczące o sile tych „prawicowych wiatrów” i ich skutkach tytuły artykułów niemieckich mediów: „Kontynent europejski w załamaniu. Nowi Europejczycy” (MDR.de), „Wybory europejskie: Przegląd wyników, Partie prawicowe przybrały na sile” (rnd.de), „UE przesuwa się w prawo, ale przewodnicząca Komisji Europejskiej ma nadzieję na drugą kadencję” (MDR.de).

Wybory europejskie okazały się rzeczywiście sukcesem dla partii prawicowych – tego nie może przemilczeć brukselska klientela. I chociaż centroprawicowy sojusz EPL utrzymał ogólną przewagę, to partie prawicowe osiągnęły znaczące zyski w wielu państwach członkowskich UE. W niektórych miejscach miało to już natychmiastowe konsekwencje.

Oto one:

  • Zmiana w równowadze sił. Wynik tych wyborów europejskich przypomina wybory z 2019 r.: po raz kolejny do Parlamentu wejdzie więcej skrajnie prawicowych posłów, którzy w swoim programie wyborczym zapisali osłabienie lub całkowite zniesienie tego właśnie Parlamentu.
  • Głosowanie przeciwko europejskiej jedności. Zdaniem niemieckich mediów „Jedność Unii jest zagrożona przez nacjonalistyczne, populistyczne i skrajnie prawicowe partie. Niestety, Niemcy nie są już oazą demokratycznej stabilności, którą kiedyś były” – martwi się Bruksela.

Wspomniany na początku tekstu termin „polityczny wstrząs” najsilniej przeszedł przez Francję, gdy pierwsze prognozy wyników wyborów europejskich stały się publiczne. Prawicowo-nacjonalistyczna partia Marine Le Pen Rassemblement National (RN) okazała się zdecydowanie najsilniejszą siłą polityczną reprezentującą Francję w Parlamencie Europejskim i zdobyła około dwa razy więcej miejsc w parlamencie niż sojusz wyborczy prezydenta Emmanuela Macrona „Besoin d’Europe”. Na co on tak zareagował: „Tak więc pod koniec tego dnia nie mogę udawać, że nic się nie stało“ i tego samego wieczoru ogłosił rozwiązanie Zgromadzenia Narodowego i nowe wybory. Nie można nie przyznać Emmanuelowi Macronowi odwagi i umiejętności wyciągania słusznych wniosków ze skutków swojej polityki. Tego natomiast nie da się znaleźć w postawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, na której ciąży wiele zarzutów (donosiłam o tym w artykule „Skandal na scenie europejskiej”, „Gwiazda Polarna”, Nr. 2, z 27 stycznia 2024), a której postawa nie wyraża ani krzty refleksji i poczucia winy. Wprost przeciwnie; według Tagesschau z 10 czerwca, chce ona drugiej kadencji na stanowisku przewodniczącej KE – i na to naciska Europejska Partia Ludowa. Według MDR Aktuell z 10 czerwca: „UE przesuwa się w prawo, a mimo tego przewodnicząca Komisji ma nadzieję na drugą kadencję”. Tak samo FAZ (Frankfurter Allgemeine Zeitung): „Unia domaga się drugiej kadencji dla von der Leyen”, zaś Tagesschau komentuje: „Biorąc pod uwagę wyniki wyborów liberałów, socjaldemokratów i konserwatystów, von der Leyen musi walczyć o każdy głos, aby zostać ponownie wybrana”.

Jak widać, polityczne trzęsienie ziemi dopiero się zaczyna, bądźmy tego świadkami!

A na zakończenie – coś może dla uśmiechu: Euractiv.pl zastanawia się, czy „Meloni zostanie królową europejskiej prawicy?” Jej wypowiedź: „Jestem matką, Włoszką, chrześcijanką” zapisała się na trwałe w pamięci historycznej współczesnej Europy. Giorgia jest popierana zarówno przez przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, jak i ostatnio przez liderkę francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen. Według „Corriere della Sera”, jeśli tym dwom paniom uda się zawrzeć sojusz, mogą stać się drugą największą grupą w Parlamencie Europejskim!

Zaś powtarzając za Reutersem (z 11 czerwca 2024): „Będzie głównym graczem. Giorgia Meloni może zdecydować o przyszłości UE”. No i może będziemy mieć Włoszkę – królową Europy?

Maria Legiec

Bibliografia:

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert