Kościół ma być solą ziemi, a nie słodzikiem

Z ks. Prof. Robertem Skrzypczakiem, duszpasterzem, rekolekcjonistą, wykładowcą, autorem książek rozmawia Agnieszka Żurek.

Przechodzimy obecnie próbę wiary zarówno jako ludzkość, jak i jako przedstawiciele poszczególnych narodów. Polakom mieszkającym poza granicami naszego kraju jest chyba szczególnie trudno pielęgnować duchowe dziedzictwo przodków, którzy przekazywali nam wiarę?

– W zeszłym roku w lutym zostałem zaproszony przez Polonię w Irlandii. Od pewnego już czasu czułem, że trzeba jeździć po świecie tam, gdzie są skupiska naszych rodaków, aby wzmacniać ich duchowo. Polacy za granicą mają z jednej strony lepsze warunki pracy, z drugiej jednak strony znoszą upokorzenia związane ze swoim pochodzeniem, bywają dyskryminowani. Pojawia się tutaj także problem zachowania tożsamości. Zachodni świat galopuje, zmienia się, jego dawny kościec wartości rozmywa się. Polacy, z którymi się spotkałem, zaskoczyli mnie bardzo pozytywnie. Nie tylko zobaczyłem ich piękne rodziny, dające sobie świetnie radę pod względem ekonomicznym, ale poznałem ludzi walczących o swoją tożsamość i o wiarę. Świat zachodni oprócz dobrobytu materialnego oferuje człowiekowi pustkę duchową, kruche relacje i słabe wartości. W Irlandii wziąłem udział w kongresie polskich rodzin. Po konferencjach, nauczeniach i obiedzie, rodziny te zapragnęły spędzić swój wolny czas przed Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Ja zostałem przez miejscowego proboszcza poproszony o udanie się na górę do pokoiku, gdzie miałem spowiadać ludzi. Spowiadałem ich całymi godzinami.

W końcu ktoś poprosił mnie o schowanie Najświętszego Sakramentu. Wtedy zobaczyłem widok, którego nie zapomnę. Na schodach prowadzących do pokoiku, gdzie spowiadałem, czekali w kolejce do sakramentu pokuty ludzie, którzy klęczeli z uwagi na bliskość Najświętszego Sakramentu. Na dole, w dużej, pięknej sali konferencyjnej był wystawiony Pan Jezus, przed którym klęczeli i modlili się młodzi ludzie. Wielu z nich zajmowało wysokie stanowiska i bardzo dobrze zarabiało. Widok tych Polaków to żywy dowód na nieprawdziwość tezy Maxa Webera o tym, że kapitalizm jest odwrotnie proporcjonalny do wiary i potrzeb duchowych. Spędziłem kilka wieczorów u różnych rodzin. Ludzie, z którymi wówczas rozmawiałem, w większości deklarowali, że nie wyobrażają sobie pozostania na Zachodzie na stałe. Chcą wrócić do Polski ze względu na swoje dzieci i wnuki. Nie chcą poddać ich funkcjonującemu tam mechanizmowi umysłowego „przemiału”.

Bez Boga nie mamy szans na piękne i satysfakcjonujące życie?

– Jeśli się usunie Pana Boga z życia ludzkiego jako Autora naszego życia i Autora obiektywnych zasad moralności i usunie się Chrystusa jako jedynego i powszechnego Zbawiciela, pozbawimy się tej potężnej witaminy „M” (miłości), której człowiek potrzebuje, aby przekroczyć ból, pustkę, zło, a także śmierć. Jeśli usuniemy Chrystusa, nasze życie nie będzie miało sensu. Zaczniemy żyć w sztucznym Matriksie.

Tymczasem ludziom wierzącym zarzuca się współcześnie zaściankowość, a religię traktuje jako przeżytek bądź zabobon.

– Dziś mamy wielkie, potężne programy, które mają różne, śliczne nazwy typu: „edukacja globalna”, „zrównoważony rozwój”, „inkluzywny kapitalizm” etc. i to są pojęcia, które pojawiają się także niestety w niektórych dokumentach, które produkuje stolica apostolska lub inne kręgi kościelne. Ludzie mogą się w tym zagubić. Programy – nawet te o najszczytniejszych hasłach – nie zaspokoją głodu ludzkich serc. Trzeba, aby Kościół obudził w sobie ducha profetyzmu. Dzisiaj potrzeba proroków. Ludzi, którzy będą mówić pod wpływem Ducha Świętego, nawet ściągając na siebie gromy i idąc pod prąd. Kościół od dawna znajduje się na rozdrożu. Albo będzie solą ziemi, jak chciał Jezus, albo będzie słodzikiem, który będzie dostosowywał się do oczekiwań większości.

Jedną ze współczesnych tendencji – występujących także w Kościele – jest poszukiwanie utopii, czyli Chrystusa bez krzyża.

– Proszę zwrócić uwagę, że w pokusach Jezusa na pustyni diabeł też przebiera się w togę profesora teologii. Używa słowa Bożego. Zamierza wciągnąć Jezusa w dyskusję teologiczną proponując alternatywne drogi zbawienia, żeby za wszelką cenę poprowadzić Jezusa tak, żeby uniknął On krzyża. Zbawić ludzi miałoby tu oznaczać: pójść im na rekę, wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom, uczynić ich szczęśliwymi. Często posługujemy się pojęciem szczęścia, które jest bardzo ulotne. Ono ma niewiele wspólnego z pojęciem zbawienia czy życia wiecznego. Szczęście jest tutaj uczuciem, człowiek potrzebuje natomiast zakorzenienia w czymś o wiele głębszym. Dzisiaj, aby wszystkich zadowolić trzeba by zapewnić każdemu możliwość wyznawania swojego własnego credo, swojego własnego bóstwa.

Człowiek dzisiaj chce ubóstwiać samego siebie. Gubimy się w tym, wchodzimy na śliską ścieżkę. To co jest ewidentnie dobre, dzisiaj jest przedstawiane jako coś bardzo niebezpiecznego – na przykład czymś bardzo „niebezpiecznym” może być czystość przedmałżeńska, czy wierność małżeńska. Od momentu, kiedy w niektórych krajach związek homoseksualny został uznany za konstytucyjny, chrześcijańska nauka o nierozerwalności małżeństwa oraz o małżeństwie jako otwartym na życie związku mężczyzny i kobiety zaczęła być traktowana jako coś dyskryminującego, niebezpiecznego. Otwieramy się na nowe prześladowania, na nową dyskryminację w imię wolności i tolerancji.

Dotyczy to nie tylko osób duchownych, ale i świeckich, które przyznają się do swojej wiary. Coraz częściej mówi się zresztą o konieczności aktywnego włączania się laikatu w życie Kościoła.

– Mnie bardzo jako księdzu pomaga szczerość wierzących świeckich. O wiele więcej korzystam z tego, że ktoś mi „nagada” czy mnie skrytykuje nie anonimowo, tylko wprost niż jeśli miałby mówić za moimi plecami. Jezus mówił: „Nie sądźcie ani nie potępiajcie, bo jaką miarą stosujecie, taką i wam wymierzą”. Jeśli widzisz, że ksiądz robi coś źle, to powiedz to Twojemu proboszczowi, porozmawiaj z nim. To jest dzieło miłosierdzia. Czasem trzeba kimś nawet wstrząsnąć. Jeśli mi na Tobie zależy, to nie przejdę obok ciebie obojętnie. Nie możemy sobie pozwolić na dalsze pielęgnowanie w Kościele tego podziału na duchownych i świeckich. Potrzebujemy odkryć, że jesteśmy wspólnotą, która ma pewną misję i pewien cel. Tutaj nam próbował pomóc Sobór Watykański II, który mówił o chrzcielnej godności chrześcijanina i o tym, że największym powołaniem jest to do stania się synem bądź córką Boga. Nie ma nic większego.

Brzmi to pięknie, a zarazem nieco abstrakcyjnie.

– Mam przyjaciela filmowca, który wychowuje jako samotny ojciec swojego synka. Chłopiec ten spędza sporo czasu przed ekranem, kocha „Władcę Pierścieni“ i „Gwiezdne Wojny”. Pewnego razu miałem zamiar ich odwiedzić, więc mój przyjaciel próbował przygotować synka na to spotkanie, odwiedziny księdza. Chciał być oryginalny i przemówić do dziecka jego własnym językiem. Powiedział mu, że będziemy gościć rycerza Boga. Kiedy przyszedłem, chłopiec był wyraźnie rozczarowany. Miał być rycerz Boga a tu ani miecza świetlistego, ani supermocy. Ojciec mówił mu potem: Ksiądz Robert jest wojownikiem Boga on walczy ustami i piórem, a nie mieczem. Dzisiaj potrzebujemy takiej właśnie walki o dobro człowieka. O jego najwyższe dobro i przeznaczenie, żeby był on uwzględniony w całości swojego istnienia, swoich potrzeb, tego kim, żeby nie redukować człowieczeństwa jedynie do jego wymiaru biologicznego.

Człowiek potrzebuje odnaleźć odpowiedzi na fundamentalne pytania życia: dlaczego mam cierpieć, dlaczego mam chorować, dlaczego mam się starzeć, dlaczego mam czasami się poświęcać, dlaczego mam czasami zgodzić sie na poczucie straty, dokąd idę, jaki to ma sens? Jeśli nie znajdziemy odpowiedzi na te fundamentalne pytania, będziemy zgubieni. Kiedy odetniemy się od Boga, który jest źródłem życia, będziemy brać udział w zbiorowym samobójstwie. Cywilizacja zachodnia jest dotknięta dramatem, który nazwał kard. Robert Sarah: „Bóg albo nic”. Większość z nas wybiera to „nic”. Pamiętajmy jednak, że nigdy nie jest za późno na przemianę, na zawrócenie ze złych dróg, na powrót do Boga. On jest Ojcem, który zawsze czeka na Swoje dzieci.

Dziękuję za rozmowę.

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert.