Musimy pamiętać o bohaterach

Kolejne rocznice wybuchu powstania warszawskiego uświadomiły chyba już wszystkim, że choćby „Gazeta Wyborcza” opublikowała jeszcze sto artykułów szkalujących Armię Krajową, a niektórzy autorzy wydali sto kolejnych książek o tym, jak strasznym aktem obłędu i głupoty było powstanie, na nic nie zdadzą się ich wysiłki, a rok 1944 już na zawsze będzie dla Polaków świętą datą.

Co roku pierwszego sierpnia na Powązkach gorąco od zniczy, na ulicach czerwono od rac, na placu Piłsudskiego od tłumu i śpiewu. Wszędzie − i w Polsce, i poza jej granicami − polscy patrioci obchodzą wielką rocznicę, rocznicę bohaterstwa. Przypomnijmy, że obecnie niemal dwie trzecie Polaków (61 proc.) uważa, że powstanie warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia 1944 roku, było potrzebne. Szkoda, że tylko tylu, ale obserwując, jak wielu polskich celebrytów, pseudo-historyków wspomaganych przez mainstreamowe media od lat próbuje nam wmówić, że powstanie warszawskie było obłędem, głupotą, a nawet zdradą, należy się cieszyć z tego, że ponad 60 procent naszych rodaków jednak nie dało się zmanipulować.

Należy ubolewać, że w taką bezmyślną narrację deprecjonowania polskiego patriotyzmu wpisują się także ci publicyści, o których mieliśmy inne wyobrażenie. Przestańcie oczerniać polskich bohaterów. Dość, przestańcie oczerniać powstańców. Weźmy przykład z Niemców, którzy, nie za bardzo mając kogo czcić z tego okresu, wymyślili sobie, że będą czcić niemieckich „antyfaszystów” z pułkownikiem Stauffenbergiem na czele. Tymczasem niektórzy z nas zryw naszych prawdziwych bohaterów nazywają obłędem… I to jest prawdziwy obłęd.

Waldemar Maszewski

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.