Tylko u nas: Rozmowa z Janem Wojewskim

Jan Wojewski, lat 64, historyk, absolwent Uniwersytetu Gdańskiego, kolega ze studiów Arkadiusza Rybickiego, Aleksandra Halla z Ruchu Młodej Polski i Donalda Tuska.
Jan Wojewski współorganizował w gdańskim środowisku studenckim wykłady np. o Katyniu, drukowanie „Wspomnień Generała Andersa”. Zaangażował się w tworzenie Studenckiego Komitetu „Solidarność”. Wówczas Służba Bezpieczeństwa, poprzez Bogdana Czoska – byłego nauczyciela z Wejherowa, zaczęła inwigilować Jana Wojewskiego i jego kolegów.

Jan Wojewski po studiach zaangażował się razem z żoną Bożeną w działalność Komitetu Założycielskiego Krajowej Sekcji Nauczycieli NSZZ „Solidarność” w Gdańsku i w budowanie jego struktur w szkołach na terenie Wejherowa. Po trudnych latach walki, utracie pracy przez niego i jego żonę, kłopotach zdrowotnych ich małego syna Łukasza, emigrował w 1987 roku do Berlina Zachodniego.

Jan Wojewski posiada status osoby represjonowanej. Odznaczony został w roku 2019 Odznaką Honorową „Za Zasługi dla Niepodległości 1956 – 1958”, a w roku 2014 Odznaką Honorową Bohater Sierpnia 1980 i Złotą Odznaką NSZZ „Solidarność”.

Dlaczego Pan się związał z ruchem „Solidarność”?

Dla mnie było zawsze jasne (obojętnie czy w latach szkolnych, czy na studiach), że nie żyłem w wolnej Polsce. Dlaczego widać było mnóstwo czerwonych flag sowieckich na polskich ulicach, dlaczego zmuszano Polaków do brania udziału w pochodach 1 maja, dlaczego wychwalano w mediach Związek Radziecki, dlaczego wmawiano nam w szkołach, że 17 września 1939 r. Rosja nie napadła na nas, tylko Armia Sowiecka obroniła nas Polaków. Człowiek nawet w szkole podstawowej czuł, że to nieprawda. Później (w szkole średniej) dochodziły do nas już pierwsze informacje o Katyniu. Mam wielki żal do moich nauczycieli, że nie powiedzieli nam prawdy, bali się okropnie. Zawsze istniała możliwość przekazania prawdy w jakiś zakamuflowany sposób.

A czy Pan później, w latach osiemdziesiątych, mógł jako nauczyciel historii w Wejherowie inaczej postąpić?

Po studiach w 1979 r. pracowałem na ¾ etatu w liceum medycznym i na ¼ etatu w liceum ogólnokształcącym.

Przyszło lato 1980 roku, wybuchały strajki, powstała w Gdańsku „Solidarność”. „Solidarność” to nie był tylko związek zawodowy, to przed wszystkim potężny ruch społeczny i polityczny, który tak de facto miał jeden cel: odbudowę wolnej Polski.

#Dla mnie i wielu milionów Polaków była to ogromna szansa, by Polska mogła być znowu wolna. To był główny powód, dlaczego razem z żoną zaangażowaliśmy się w ten ruch i organizowaliśmy pierwsze koła „Solidarności” w szkołach w Wejherowie. Byliśmy młodzi, pragnęliśmy wolnej Polski, dzieci jeszcze nie mieliśmy, więc nie baliśmy się. Dostałem się do Komisji Regionalnej i Komisji Krajowej Nauczycielskiej. Praca w szkole w Wejherowie była bardzo trudna, bo większość nauczycieli, niestety, albo była w PZPR, albo z nią sympatyzowała. Wiele nauczycielek było żonami oficerów Ludowego Wojska Polskiego, albo żonami milicjantów. Nie dziwi fakt, że powstanie „Solidarności” w szkole było przez tę większość ostro torpedowane. Ci którzy, się zapisywali, czynili to często nie z głębokiego przekonania. Nastała moda na „Solidarność”. W sprawach spornych ta część nowych członków zawsze wiernie stawała po stronie komunistów. Nie było większego oporu, gdy prawdziwych działaczy stopniowo usuwano ze szkół. Ja również musiałem pożegnać się z szkolą.
Jeśli chodzi o nauczanie historii, to trzeba pamiętać, że nastąpiła odwilż polityczna po wygranych strajkach w sierpniu 1980 r. Nie bałem się i mówiłem prawdę, chociaż nie wszyscy tak robili. Uczniowie wykazywali spore zainteresowanie, bo po raz pierwszy usłyszeli prawdę, że dotychczas byli manipulowani.

Jedna sprawa mnie przerosła – wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981r. Nie spodziewałam się, że wojsko polskie, aczkolwiek ludowe, wkroczy na ulice i będzie biło tysiące największych patriotów. Zapamiętałem (jako chłopiec) czołgi na ulicach Gdyni w grudniu 1970 r. i myślałem, że do brutalnych akcji nigdy więcej w polskiej historii nie dojdzie. Spodziewaliśmy się raczej interwencji rosyjskiej, ale nie tego, że komuniści wyślą wojsko przeciwko własnemu polskiemu narodowi. To był szok. Większym szokiem dla mnie była bierna postawa ludzi w Wejherowie, którzy wówczas bez jakiegokolwiek sprzeciwu przyjęli stan wojenny.

Absolutna cisza. W stanie wojennym szkoły przestały funkcjonować. Urwał się mój kontakt z uczniami. Szkoły ruszyły po Świętach Bożego Narodzenia, a ja mogłem tylko wydawać uczniom książki w szkolnej bibliotece. To była lekka forma internowania mnie i trzymania mnie daleko od uczniów. Bardzo przykre było dla mnie to, że z biblioteki słyszałem, jak moją klasę uczy historii jakiś komandor z jednostki wojskowej. Tłumaczył on klasie, że władza komunistyczna, w trosce o młodzież, zrobiła porządek z antypolskim i zbrodniczym ruchem „Solidarność”. To bardzo bolało, ale nie mogłem nic zrobić. W prywatnych rozmowach z uczniami tłumaczyłem im, że pewne uniwersalne idee jak „Solidarność” nie zginą, przetrwają, tak jak polskość w czasach rozbiorów. Musimy ten zły czas przetrwać. Nawet mniejsza grupka 5-7 Dziewczyny z liceum medycznego przychodziły (w małych grupkach 5-7 osób) do mnie do domu na rozmowy polityczno-historyczne.

Ma Pan w swojej rodzinie wyjątkowych bohaterów, którzy bardzo aktywnie działali w Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski”: Grzegorz Wojewski, Ps. Ferrum, główny komendant naczelny „Gryfa” oraz Alfons Wojewski sławny lekarz „Gryfa”. Czy pamięć o nich pielęgnowana była w PRL?

Wiedziałem, że, jeden z moich wujków, brat mojego ojca, Klemens Wojewski miał problemy z zdrowiem. Dowiedziałem się, że był w obozie koncentracyjnym Stuthoff. Nie było wcale rozmów na te tematy w moim domu. Myślę, że mój ojciec, który również nazywał się Jan, był zastraszony i miał zakaz rozmawiania o partyzantce pomorskiej.

Mój ojciec pochodził z kaszubskiej wioski Częstkowo, miał trzech braci: Klemensa, Stefana i Pawła. Wszyscy związani byli z „Gryfem Kaszubskim”, a później z „Gryfem Pomorskim”. Dopiero po śmierci ojca dowiedziałem się, że oni wszyscy działali w partyzantce.

Może mój ojciec unikał tych tematów, bo w czasie wojny zakochał się w tutejszej Niemce. To jest paradoks tych ziem kaszubskich. Ja mam 50% krwi polskiej i 50% niemieckiej, ale serce mam polskie. Taka jest prawda. Po drugiej wojnie światowej mój ojciec – nauczyciel był ostro krytykowany, za to, że wziął za żonę Niemkę. Mam również duży szacunek dla mojej matki, bo Niemce, mieszkającej w Polsce po drugiej wojnie światowej, wcale nie było łatwo. Została ona przy moim ojcu, gdy jej trzy siostry pod koniec wojny ewakuowały się do Niemiec. Rodzina matki pochodziła ze Słupska. Wspólnie z siostrą prowadziła sklep w Częstkowie, do którego przychodził mój ojciec. Najpierw wyszła z mąż za Austriaka, który służył w obronie przeciwlotniczej w Częstkowie do 1945 roku. Gdy uciekał przed Rosjanami na zachód, został przez patrol NKWD postrzelony i zmarł. Grób rdzennego wiedeńczyka znajduje się na cmentarzu w Łebnie.

Gdy Rosjanie wkroczyli na tereny kaszubskie, moja matka ukryła się u jednej Kaszubki, bo przemoc i gwałty rosyjskich żołnierzy były codziennością. Po pierwszym czerwonym nawale, matka decyduje się wyjść za mąż za mojego ojca. Po wojnie nie było to łatwe. Brat mojego ojca Paweł również bierze za żonę kobietę niemieckiego pochodzenia, Klemens Wojewski wiąże się z Kaszubką. Miłość naprawdę umie nieraz działać poza wszelkimi podziałami.

Po wojnie rodzice biorą ślub. Ojciec jest nauczycielem w Kamieniu. Przyjeżdżają komuniści i powstaje zamieszanie, moja matka nic nie rozumie, chcą ją gwałcić, ojciec z krzesłem w ręku staje energicznie w jej obronie. Dramatyczne i niebezpieczne sceny. Później major UB z Wejherowa regularnie przyjeżdżał do ojca na rozmowy przy zamkniętych drzwiach.

Wracamy do dzisiejszej Polski. Dlaczego wybory prezydenckie w Polsce były takie ważne?

To nie był tylko wybór miedzy dwoma kandydatami, to był wybór dalszego kierunku rozwoju Polski. Czy będzie to kierunek wolnej, niezależnej i silnej gospodarki? Czy będziemy państwem zauważalnym w Europie? My, Polacy, nie chcemy, żeby ktoś nas pouczał i mówił, jak mamy postępować. My jako naród już wielokrotnie to przeżyliśmy i jesteśmy na to bardzo uwrażliwieni.

Zwolennikom Rafała Trzaskowskiego brakuje znajomości historii. Kandydat na Prezydenta RP nie może dbać o interesy obcych państw.  Prezydent Duda, w mojej opinii, jest gwarantem, obrony polskich interesów.

Druga poważna sprawa związana jest z ideologią LGTB, która zawładnęła już prawie całą zachodnią Europą. W Berlinie jest to bardzo widoczne. My w tej kwestii nie powinniśmy wpatrywać się w zachód jako wzór do naśladowania. Zachód to neomarksizm kulturowy z nową formą cenzury w postaci poprawności politycznej. Mieszkam wiele lat w Berlinie i widzę ten kulturowy upadek. Nie chce, żeby to spotkało Polskę. Mam serce polskie i jestem 120% Polakiem. Nie życzę sobie, by ruch LGTB nachalnie niszczył strukturę rodziny – rozumianej jako związek małżeński kobiety i mężczyzny. Nie atakuję odmienności seksualnej, bo to tego nie mam prawa.

Uważam, że tradycyjna rodzina z dziećmi jest fundamentem społeczeństwa narodowego i powinniśmy robić wszystko, by ją chronić.
Neomarksizm, hojnie sponsorowany, rozbija nie tylko rodziny, ale i narody. Kreuje ludzi nastawionych tylko na konsumpcję. Cywilizacja chrześcijańska w Europie powinna upaść. Jednak nie będzie to wolna strefa religijna, bo zawładną nią miliony muzułmanów mieszkających w Europie, wtedy te wolnościowe hasła o równości i tolerancji przestana istnieć. To poważne zagrożenie dla Europy. Obecne elity zachodnie nie chcą tego widzieć.

Jak przywrócić wśród młodych Polaków miłość do Ojczyzny?

Obecnie toczy się walka o dusze młodzieży. Są poważne siły, które chcą całkowicie wymazać z głów młodych ludzi takie wartości jak Bóg, Honor, Ojczyzna. Młody człowiek ma mieć w głowie szybką karierę, duży zysk, ma myśleć tylko o swoim domu, samochodzie i urlopie. Ma nie mieć czasu na myślenie o swoim kraju. Od tego są politycy, bo oni to lepiej załatwią. Jeśli młodzież da się nabrać na te manipulacje, to za 50 lat nastąpi mocne spustoszenie, fundament runie, bo nie będzie oparcia na zasadach moralnych i dojdzie to katastrofy. Pozostanie tylko motto Owsiaka „róbta, co chceta”!

Za rządów Zjednoczonej Prawicy dużo się w Polsce ku lepszemu zmieniło. Nagonka medialna w Niemczech na obecny rząd Polski jest przerażająca. Ważne jest, żeby młodzi ludzie widzieli perspektywy. Jestem przekonany, że również obok pieniędzy ważne są wartości, które chcemy przekazać naszym dzieciom. Szkoła i rodzice muszą umiejętnie pokierować młodym pokoleniem. Mamy wspaniałą historię i kulturę, nie musimy się wstydzić i czuć się drugą kategorią w Europie. Polacy jako naród nie splamił się wielomilionowymi mordami czy totalitaryzmem. Byliśmy i jesteśmy narodem bardzo tolerancyjnym; kiedyś Niemcy, Żydzi, Ukraińcy, Tatarzy, Ormianie zgodnie żyli w naszym kraju.

Mieliśmy już unię europejską. Była nią unia polsko-litewska, która przetrwała prawie 400 lat. Jak długo trwać będzie Unia Europejska, jeśli nie wróci do korzeni chrześcijańskich? Nikt nie powinien Polakom wskazywać miejsca w Europie. Młodym Polakom trzeba przekazywać, by byli dumni z Polski. Trzeba odciąć się od „pedagogiki wstydu”, wpajanej przez PO-PSL. Polska nie jest „brzydką panną bez posagu”, jak twierdził Władysław Bartoszewski. Europa zachodnia powinna nas mieć za wzór w sprawach moralnych i historycznych.

Ciekawym tematem jest współpraca poszczególnych krajów Europy zachodniej z Hitlerem. Ci, którzy mają dużo na sumieniu, dzisiaj twierdzą, że Polacy to bandziory i faszyści.
Jeśli nauczyciel historii i języka polskiego nie jest w stanie przekazać dumy narodowej, bo nie ma zdrowego płomienia patriotycznego, to powinien się zająć czymś innym.

Z Janem Wojewskim rozmawiał Krzysztof Patok

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.