Strażnik z KL-Stutthof uniknie procesu

Do Sądu Okręgowego w Muenster wpłynęło orzeczenie lekarskie, z którego wynika, że stan zdrowia 95-letniego byłego strażnika niemieckiego obozu koncentracyjnego w Stutthofie uniemożliwia mu dalszy udział w procesie. Johann Rehbogen jest oskarżony o współudział w zamordowaniu co najmniej 100 polskich, 77 rosyjskich i kilkuset żydowskich więźniów w latach 1942-1945.

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Muenster Steffen Vahlhaus w rozmowie z „Polakiem w Niemczech“ powiedział, że z przedstawionych sądowi ekspertyz medycznych wynika, iż ciężka choroba serca i związany z tym ogólny zły stan oskarżonego uniemożliwia jego udział w procesie. Rzecznik zaznaczył, że żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. „Proces może być umorzony, ale jeszcze nie jest. Do sądu trafiły ekspertyzy medyczne, w których lekarz stwierdza, że oskarżony nie jest zdolny do procesu. W tej chwili strony procesu, czyli prokuratura, oskarżyciele posiłkowi i obrońcy, mogą się ustosunkować do tej ekspertyzy i dopiero wtedy zapadnie ostateczna decyzja“ – powiedział nam Vahlhaus. Decyzja ma zapaść do połowy marca. 

Zbrodniarz przed sądem
6 listopada 2018 roku przed sądem okręgowym w Muenster rozpoczął się proces Johanna Rehbogena, byłego strażnika niemieckiego obozu KL Stutthof. Prokuratura zarzuca mu współodpowiedzialność za zamordowanie kilkuset polskich, rosyjskich i żydowskich więźniów w latach 1942-1945. Proces od samego początku wzbudza wielkie medialne zainteresowanie w Niemczech oraz na całym świecie.

Kim był Johann Rehbogen?
Był on członkiem SS, a od czerwca 1942 do września 1944 roku strażnikiem w obozie Stutthof. Pilnował więźniów na terenie obozu i w komandach pracy. Z zeznań świadków wynika, że robił to skutecznie i sumiennie. Dziś oskarżony ma 95 lat i nigdy nie przyznał się do winy. Prokuratorzy twierdzą, że zebrali wystarczający materiał dowodowy, aby oskarżyć go o zbrodnie wojenne. W trakcie śledztwa przeciwko esesmanowi przesłuchano ponad tysiąc świadków. Od początku był to proces wyjątkowy. Biorąc pod uwagę podeszły wiek oskarżonego oraz jego stan zdrowia sąd zadecydował, że będzie on uczestniczyć w czternastu posiedzeniach procesowych, które będą trwały maksymalnie dwie godziny każde.

Nic nie wie i nic nie widział
Podczas procesu Johann Rehbogen, były esesmana i strażnik niemieckiego obozu KL Stutthof, potwierdził, że był strażnikiem w obozie KL Stutthof, ale zaznaczył, że robił to ze strachu przed nazistami. Oskarżony nie neguje co prawda okrucieństw niemieckiego obozu Stutthof pod Gdańskiem, ale też nie przyznaje się do winy. Jego zdaniem fatalny stan więźniów w obozie nie był ukrywany, ale on – ówczesny osiemnastolatek – nie zauważył w obozie żadnych systematycznych masowych zabójstw. Oskarżony stwierdził, że nigdy nie widział zmarłych więźniów i nie wiedział co to krematorium. Ponadto – jak zeznał – nigdy nie słyszał o pomieszczeniach, gdzie jakoby miano mordować więźniów. Rehbogen stwierdził, że dopiero pod koniec służby w obozie koncentracyjnym Stutthof zorientował się, że więźniowie umierają, ale był przekonany, iż jest to wynik wielu chorób. Zeznał, że nigdy nie był świadkiem żadnego transportu żydowskich więźniów do obozu. Po prostu nic nie wie i nic nie pamięta. Taką przyjął metodę obrony.

Władze pobłażliwe dla zbrodniarzy wojennych
Niemieckie sądy po II wojnie światowej niezbyt chętnie ścigały zbrodniarzy wojennych. Według różnych źródeł od 1950 roku, kiedy to państwo RFN zaczęło ścigać i sądzić zbrodniarzy samodzielnie, skazano jedynie od niespełna 1 do ok. 4 proc. zarejestrowanych i poszukiwanych zbrodniarzy hitlerowskich. Z badań Instytutu Historii Najnowszej w Monachium wynika, że po wojnie spośród około 173 000 nazistów podejrzanych o zbrodnie wojenne skazano niecałe 6 600; wyrok śmierci otrzymało 12 osób, 163 dożywocie, około 6200 różnej wielkości wyroki więzienia, a 114 osób karę grzywny. W sumie tylko 1100 osób zostało skazanych za zabójstwo. Z danych statystycznych wynika, że większość zbrodniarzy nie była nigdy sądzona przez niemiecki wymiar sprawiedliwości, a wielu z nich dożyło starości w spokoju i dobrobycie. Warto w tym miejscu przypomnieć postać Heinza Reinefartha, jednego z największych zbrodniarzy wojennych i jednocześnie jednego z najbardziej szanowanych i cenionych mieszkańców niemieckiej północno-fryzyjskiej wyspy Sylt. Heinz Reinefarth był nie tylko w latach 1951-1964 burmistrzem miasta Westerland, ale od 1958 roku zasiadał jako poseł CDU w Landtagu Szlezwik-Holsztyn. Przez wiele lat nikomu nie przeszkadzała brunatna przeszłość Rzeźnika Woli – odpowiedzialnego za zamordowanie w czasie II wojny światowej dziesiątków tysięcy Polaków.

 Długo byli bezkarni
Do 2011 roku niemieckie sądy uniewinniały byłych strażników i pracowników obozów koncentracyjnych, ponieważ nie mogły im udowodnić indywidualnej winy. Przełomem było skazanie w 2011 roku Johna Demjaniuka – strażnika w obozie Sobibór. Uznano go za winnego udziału w zamordowaniu ponad 28 tysięcy Żydów i skazano na pięć lat więzienia, mimo braku bezpośrednich dowodów jego osobistej winy. Wyrok w jego sprawie uznano za precedens, umożliwiający działanie przeciwko pracującym w obozach.

Waldemar Maszewski (autor jest korespondentem Polskiego Radia)

 

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.