Nasz wywiad: „Źródła biją na Kresach“

„Narody winny znać własną historię, bo jeśli nie znają, stają się ofiarami kłamców, oszustów i cynicznych graczy politycznych, którzy piszą im ich własną historię wedle swoich reguł”. Ze Stanisławem Srokowskim, pisarzem, poetą, wydawcą, działaczem opozycji niepodległościowej w PRL rozmawia Agnieszka Żurek.

Polak w Niemczech”: Mija właśnie 78. rocznica ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na Polakach. Za sprawą m.in. filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Wołyń“ opartego na kanwie Pańskiej prozy, m.in. tomu opowiadań pt. „Nienawiść“ świadomość o tej zbrodni zaistniała szerzej w przestrzeni publicznej. Wciąż jednak wydaje się, że w sposób niewystarczający. Z czego Pańskim zdaniem wynika ta zmowa milczenia otaczająca jedną z największych zbrodni XX wieku?

Stanisław Srokowski: Narody winny znać własną historię, bo jeśli nie znają, stają się ofiarami kłamców, oszustów i cynicznych graczy politycznych, którzy piszą im ich własną historię wedle swoich reguł, czyją ich historię zakłamują. I chcą, by w tej zakłamanej historii wyrastały pokolenia. Dlatego powinniśmy poznać od strony prawdy dramat Polaków na Kresach w czasie drugiej wojny światowej, by nikt i nigdy nami nie manipulował. A poza tym jest to jedna z ważniejszych części naszych dziejów. I trzeba ją po prostu znać. Tak jak bitwę pod Grunwaldem, Powstanie Warszawskie czy Cud nad Wisłą i rozgromienie Armii Czerwonej. Niestety, w czasach komunizmu nie wolno było o ukraińskim ludobójstwie mówić, ponieważ w bratnich uściskach Moskwy traciliśmy oddech. Cenzura była bezlitosna. Kiedy napisałem jedną z ważniejszych książek obrazujących tragedię rodaków barbarzyńsko mordowanych już od 17 września 1939 r. przez bandy ukraińskie zorganizowane w Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów pt. „Repatrianci”, to nie dość, że nie mogłem wybronić tytułu książki, który pierwotnie brzmiał „Wygnani”, ale nie mogłem wydać we wskazanym przez wydawcę (Czytelnik) czasie, ponieważ siadła na niej cenzura i to nie byle jaka, bo moskiewska.

Sam ambasador sowiecki Aristow ingerował i nie pozwolił jej opublikować przez kilka lat. Dopiero na przełomie epok, przy zmianie ustroju politycznego, na styku 1988 i 1989 r. powieść się ukazała, jednak ze śladami cenzorskich zębów. To jeden z przypadków, jak bardzo szczelnie byliśmy zamykani przed prawdą. Przy nowym ustroju pojawiły się nowe wędzidła. Źle rozumna przyjaźń polskich władz z władzami nowego ukraińskiego państwa, oparta na kłamstwie i przemilczeniu, znowu zablokowała źródła prawdy, choć pod naporem licznych środowisk kresowych (ok. 6 milionów Polaków i ich potomków), cenzura nieco zelżała i pozwoliła dawkować informacje o ukraińskim ludobójstwie. Kresowianie zaczęli mówić o swoich tragicznych doświadczeniach. Pisali wspomnienia, pamiętniki, książki dokumentalne, powstało trochę książek beletrystycznych, rodziły się stowarzyszenia kresowe, słowem, nie dało się już zamknąć całkowicie ust.

Ale na gruncie politycznym, a szczególnie prawnym, nie można było kroku postawić, by winni zostali ukarani. I do dzisiaj nie mamy ustawy, która by penalizowała banderowski zbrodnie. Mordercy zamiast wisieć, wypinają piersi, by błyszczały na nich medale sławy. W ten sposób najwięksi zbrodniarze, Bandera, Szuchewycz, Kłaczkiwski, Łebed’ i inni, agenci hitlerowskiego wywiadu, zamiast siedzieć w kryminale lub oddać głowę pod topór za wymordowanie ok. 200 tys. Polaków, stali się dzisiaj bohaterami Ukrainy. Stawia się im pomniki. I ich imionami nazywa się szkoły, placówki badawcze, ulice i place. Zgroza! I polskie państwo na to nie reaguje, to znaczy, że akceptuje. Czyli pozwala, by się obłuda i kłamstwo nadal rozwijały. Z czego więc wynika milczenie? Z tchórzostwa, z braku poczucia dumy narodowej, ze złej kalkulacji politycznej, z fałszywych umizgów, które stawiają doraźne, wątpliwej natury interesy nad dobrem moralnym i prawdą historyczną. Ale taka hańbiąca postawa wcześniej, czy późnij doczeka się osądu nowych pokoleń Polaków. Prawdy nie da się już ukryć. Problem polega na tym, że wciąż ponad 50% rodaków nie ma pojęcia, co to była za zbrodnia, kto jej dokonał, kto jest winien. I dlatego ta część rodaków łatwo daje się zwodzić propagandzistom.

Film Smarzowskiego, oparty na mojej prozie, znacznie poszerzył pole wiedzy, ale obszary niewiedzy są zastraszające, nie tylko w młodym pokoleniu, ale wśród decydentów. Kiedy odbywają uroczystości rocznicowe, czczące pamięć pomordowanych, z trudem udaje się namówić najwyższe władze, by patronowały ceremoniom. Także media krajowe są oszczędne w relacjonowaniu uroczystości. A 11 lipca, ten symboliczny dzień, powinien być świętem Polski, Polaków i Polonii na całym świecie. By przypomnieć, że 78 lat temu, 11 lipca 1943 r. Ukraińcy wymordowali kilkanaście tysięcy polskich kobiet, dzieci, starców i mężczyzn, którzy ocaleli z ludobójstwa niemieckiego i sowieckiego. Była to niedziela i krew polała się także w świątyniach. Kościół polski też o tym powinien pamiętać. Na szczęście mamy kilku rzetelnych historyków na uczelniach i w IPN-ie, którzy poważnie traktują swoją robotę i opisują ukraińskie ludobójstwo zgodnie z faktami. Przypominam, zaczęło 17 września 1939 r. wraz z sowiecką napaścią na Polskę, a skończyło się w 1947 r., choć w nierozliczonej postaci wciąż żyje w głowach świadków.

Polak w Niemczech”: Przeżył Pan rzeź wołyńską jako dziecko i wielokrotnie podkreślał Pan, że tego rodzaju traumy nie da się w żaden sposób uleczyć. Niedawno opublikował Pan tomik poetycki „Ciszo milcz! Bólu, mów!“, który zadedykował Pan ofiarom ukraińskiego ludobójstwa. Zadał Pan w ten sposób kłam tezie o tym, że o wielkich tragediach nie sposób mówić językiem poezji. W jaki sposób twórczość pomaga Panu uwolnić się od bólu, jaki nosi Pan w sobie od czasu tej strasznej tragedii?

Stanisław Srokowski: Niedawno udzieliłem wywiadu „Tygodnikowi „Solidarność” i tam powiedziałem: „Musiałem przez trudne doświadczenia przejść. Przez wojnę, zdradę i ludobójstwo. Przez wydłubane oczy, wyrwane języki i rozprute kobietom brzuchy. Musiałem coś z tymi doświadczeniami zrobić, bo inaczej nie dało się żyć. Wciskały się do podświadomości, do snów, gryzły, atakowały i wciąż raniły. Napawały nowymi lękami i kierowały w stronę załamania i depresji. Czas nie leczył ran. Miałem tylko jedno wyjście. Opowiadać, mówić, relacjonować. Wyrzucać z siebie śmierć. Zacząłem pisać opowiadania, powieści, książki historyczne, by zmierzyć się z bolesną prawdą. Czułem, że to jedyna droga, by sobie poradzić ze straszną pamięcią. Znam ludzi, którzy do dzisiaj błąkają się po szpitalach psychiatrycznych, a po nocach krzyczą z rozpaczy”.

By ukoić lęki i cierpienie duszy, znowu sięgnąłem po pióro. Pisarstwo poza wieloma zadaniami, jakie sobie stawia, takimi jak opisywanie widzialnego, tworzenie nowych bytów, które wyrastają z wyobraźni, ujawnianie ukrytej prawdy, mierzenie się z metafizyką, ma też zdolności terapeutyczne, uwalnia nas od ciężarów, które nas gniotą, wycisza emocje, koi ból istnienia, przynajmniej po części, nieraz ratuje naszą psychiką przed ruiną. Ze mną nie było tak źle, ale było ciężko. Noszenie w sobie śmierci najbliższych, ran, które wciąż krwawiły, utrudniało w czystym odbiorze świata, jeśli takowy istnieje. Po napisaniu kilku powieści i zbiorów opowiadań, wciąż czułem w sobie kłującą historię, która domagała się innego języka. I po kilkudziesięciu latach nastąpił, jeśli można ta powiedzieć, wybuch liryczny. W krótkim czasie napisałem tom wierszy „Ciszo milcz! Bólu mów”, który nieco mnie uspokoił, pozwolił nabrać nowego oddechu. Ta duchowa siła zawarta w strofach oddała tę cześć dramatycznych dziejów, której nie potrafiłem zawrzeć w prozie. Potrzebny był nowy ton, nowe obrazowanie i nowa metaforyka. Znajdą to wszystko czytelnicy w książce. Jeśli zechcą po nią sięgnąć, podaję adres księgarni internetowej: https://sklep.magnapolonia.org/…/ciszo-milcz-bolu-mow…/

Polak w Niemczech”: Czym są dla Pana Kresy i w jaki sposób radzi Pan sobie z tęsknotą za oderwaną od Polski częścią naszej Ojczyzny?

Stanisław Srokowski: To ogromna kraina myśli, uczuć, idei, wartości, bogactwa duchowego, przeżyć i związków rodzinnych. Stamtąd wyrasta cały mój świat literacki, postaci, dramaty, piękno, język, kultura. Tam biją źródła wielu moich książek, powieści, zbiorów, opowiadań, wierszy, ballad i impresji lirycznych. Stamtąd wciąż bije jasność umysłu. Wielkie wrażenie na mnie wywarł – jak o nim mówiono – „potężny pan mądrości” Stefan Banach. Naturalnie, nie miałem pojęcia, kim jest i dlaczego tak go nazywają. A on był na wyciągnięci ręki. Przyjeżdżał ze Lwowa do swojej rodziny do mojej wsi Hnilcze. I jak się tam zjawiał, to było wielkie święto. Bo ludzie mówili przyjechał nasz kochany Profesor. Rozmawiał z chłopami, a dzieci patrzyły z daleka na „potężnego pana mądrości”. Później, kiedy zrozumiałem, z kim wieś miała do czynienia. Poznałem Lwowską Szkołę Matematyczną i powoli zacząłem odkrywać potęgę naukową i kulturową Kresów, nie wspominając już o bujnej naturze i pięknie fauny i flory.

Kresy w najwyższym stopniu budowały tożsamość narodową. To stamtąd wywodzili się lub z Kresami byli związani: Mikołaj Rej, Mikołaj Sęp Sarzyński, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Tadeusz Kościuszko, Aleksander Fredro, Henryk Sienkiewicz, Maria Konopnicka, Eliza Orzeszkowa, Zofia Nałkowska, Jan Kasprowicz, Kazimierza Iłłakowiczówna, Leopold Staff, Jan Brzechwa, Józef Conrad Korzeniowski, Jan Parandowski, Melchior Wańkowicz, Bruno Schulz, Kornel Makuszyński, Stanisław Lem, Zbigniew Herbert, Miłosz… Jaka byłaby polska kultura bez nich? To tak, jakby Sokratesa, Platona, Arystotelesa, Sofoklesa, Ajschylosa, Eurypidesa, Arystofanesa, Fidiasza i Safony była Grecja. A Ossolineum, Panorama Racławicka, słynni malarze: Artur Grottger, Leon Chwistek, Jan Matejko, Julian Kossak, Wojciech Kossak. A nauka, stowarzyszenia oświatowe, uniwersytety, kościoły, żydowskie bożnice, cerkwie, wielka architektura sakralna, a rozkwit wielu dziedzin poznania naukowego. Czy to mało? Jest o czym pomyśleć. Więc myślę, mówię, opowiadam, piszę książki, przedłużam pamięć, a więc życie, Wielkiej Ojczyzny.

Polak w Niemczech”: Jakich działań oczekiwałby Pan od polskich i międzynarodowych gremiów w kwestii należytego upamiętnienia ofiar zbrodni wołyńskiej?

Stanisław Srokowski: Krótko: penalizacji zbrodniarzy i ideologii banderowskiej w kraju i na świecie, oczekuję od polskich władz reakcji na banderyzację i szerzenie się ideologii nazi-faszystowskiej na Ukrainie, uczczenia pamięci pomordowanych rodaków, przez ekshumację i godny pochówek leżących w masowych dołach śmierci naszych braci i sióstr na dawnych polskich Kresach, wprowadzenie do szkół, a szczególnie na lekcjach historii i języka polskiego tematyki związanej z ukraińskim ludobójstwem, żądam powołania wreszcie do życia Muzeum Kresowego, a na wyższych uczelniach Katedr Kresowych, żądam wspomagania materialnego i moralnego organizacji kresowych i Polaków na wschodzie, żądam oddania wiernym katolikom na Ukrainie świątyń rzymskokatolickich. Przez wojną było ich 884, a dziś nasi Polacy muszą się tułać po ruinach ze swoimi potrzebami duchowymi, oczekuję mądrej i odważnej polityki historycznej od polskich władz… Pozdrawiam rodaków w Niemczech i życzę, by wywalczyli sobie wielką i prężną organizację polonijną… I by nadal działali na rzecz pamięci narodowej.

Polak w Niemczech”: Dziękuję za rozmowę.

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.