Ks. Jerzy Popiełuszko: Nie daj się zwyciężyć złu

„Tu będzie kiedyś ulica twojego imienia” – powiedział jeden z przyjaciół ks. Jerzego Popiełuszki do przyszłego błogosławionego męczennika. Ten w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. Dziś na warszawskim Żoliborzu istnieje nie tylko ulica księdza Jerzego, ale i jego sanktuarium wraz z muzeum poświęconym jego posłudze Bogu i Ojczyźnie.

Wielkie modlitewne czuwanie

„W sobotę 20 października ksiądz Jerzy nie przyszedł na Mszę Świętą, którą miał odprawić o 9 rano. Dotychczas nigdy mu się to nie zdarzyło. Wieczorny Dziennik Telewizyjny o godz. 19.30 podał informację o porwaniu i uprowadzeniu księdza Jerzego Popiełuszki. Natychmiast po ogłoszeniu tej wiadomości ludzie zaczęli gromadzić się przed drzwiami zamkniętego już kościoła. Płakali, odmawiali różaniec. Kościół otwarto i około godz. 22 odprawiono pierwszą Mszę Św. o ocalenie księdza Jerzego. Tak rozpoczęło się Wielkie Bolesne Czuwanie – wspomina na łamach Katolickiej Agencji Medialnej świadek tamtych dni Józef Zylla, członek podziemnej „Solidarności”, górnik z kopalni „Julian” w Piekarach Śląskich.

„We wszystkie dni czuwania o godz. 18 – odbywały się nabożeństwa różańcowe, o 21 Apele Jasnogórskie w intencji ocalenia ks. Jerzego, a o północy Msza Święta, którą odprawiał ks. Stanisław Małkowski. Życie modlitewno-organizacyjne toczyło się w dolnym kościele. Tam włączali się w czuwanie przyjezdni z wszelkich regionów Polski, wzajemnie dodawaliśmy sobie otuchy, nadziei, że ksiądz Jerzy wróci do nas cały i zdrowy. Tam doznawaliśmy warszawskiej gościnności i opieki, zaopatrywano nas w posiłki, napoje, oferowano noclegi. Zapamiętałem także poświęcenie i przyjaźń mieszkających nieopodal sióstr zakonnych. Cały obszar kościelny był otoczony samochodami i kamerami milicyjnymi, ale czuwający i modlący się utrzymywali powagę i rozwagę. Na ogrodzeniu przykościelnym przybywało coraz więcej transparentów o podobnej treści: „Oddajcie nam Księdza Popiełuszkę!”. Po kilku całodobowych czuwaniach musiałem wrócić na Śląsk do pracy pod ziemią, ale sercem i duchem byłem nadal na Żoliborzu z modlącymi się o ocalenie naszego Kaplana!” – kończy swoją opowieść górnik.

 

Jaka była tajemnica księdza Jerzego? W jaki sposób umiał dotrzeć do serc tak licznych wiernych i tak mocno wpłynąć na ich życie? „Był jednym z nas” – podkreślają ci, którzy go znali. „Był człowiekiem z krwi i kości. Zupełnie zwyczajny, >>szary<< uczeń, ministrant, kleryk, ksiądz. Przeciętnie zdolny. Nie urodził się święty, miał swoje słabości (…). Jego postać może być zachętą dla wszystkich średnich i przeciętnych, którzy myślą, że świętość jest tylko dla wielkich i wybranych” – napisali o kapłanie twórcy Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu. „Dla siebie nie żądał żadnych honorów ani żadnych korzyści. I to charakterystyczne, że nie miał w sobie żadnej nienawiści. Nigdy nie wypowiadał się z jakąś nienawiścią o swoich przeciwnikach. Chciał obumierać dla sprawy Bożej, dla zasad Bożych w życiu społecznym” – wspominał księdza Jerzego biskup Władysław Miziołek.

Mecenas Maciej Bednarkiewicz, obrońca represjonowanych, pełnomocnik prawny m.in. Barbary Sadowskiej, matki Grzegorza Przemyka zwrócił uwagę na przemianę, jaka dokonywała się w księdzu Jerzym za sprawą łaski Bożej. „Był człowiekiem niezwykle skromnym. Nawet z trudem i oszczędnie wyrażającym swoje myśli. A potem był kościół. Ołtarz. Ornat. I nagle stawał się innym człowiekiem. Wielkość rodziła się przy ołtarzu”.

Zawsze głosiłem prawdę”

Ten sam ciepły, serdeczny, delikatny i niezwykle wątłego zdrowia ksiądz, potrafił zarazem zachować męstwo i niezłomność, nawet w obliczu najstraszliwszej próby.

„Nie jest łatwo zdecydować się pójść z Chrystusem do Jerozolimy, aby tam cierpieć, być umęczonym, a w końcu ukrzyżowanym. Każdy człowiek woli raczej wygodne i miękkie życie, aniżeli życie twarde, pełne ofiar i upokorzeń. Ale na to nie ma rady, jeżeli się chce po chrześcijańsku i po Bożemu przeżywać zmartwychwstanie Chrystusa. Trzeba bowiem przejść i przez trud Jerozolimy Chrystusowej” – pisał w jednym z kazań.

Te słowa w pełni ziściły się w jego życiu. Represjonowany, wzywany na przesłuchania, pomawiany, fałszywie oskarżany, wreszcie torturowany i zamordowany, nigdy nie wyrzekł się wiary ani nie zszedł z posterunku, na którym służył ludziom.

„Zawsze głosiłem prawdę. Poza Mszami Św. Za Ojczyznę i pracą charytatywną nic innego nie czyniłem. Prowokację przyjmuję jako doświadczenie dane mi od Boga dla większych owoców mojej pracy patriotyczno – religijnej. (…) Nikogo nie wydam. Proszę o modlitwę, by starczyło mi sił” – napisał ksiądz Jerzy podczas przesłuchania.

Według relacji osób z najbliższego otoczenia księdza Jerzego, najbardziej bolały kapłana nie esbeckie prowokacje czy represje, ale niezrozumienie, z jakim nieraz spotykał się w czasie rozmów z niektórymi przedstawicielami hierarchii kościelnej, sugerującymi mu większą powściągliwość i nieściąganie na siebie uwagi, a nawet wyjazd z kraju na studia w Rzymie. Ksiądz Jerzy po tych rozmowach płakał. Nie chciał opuścić swojej ojczyzny ani ludzi, którzy mu zaufali i którym był potrzebny.

Wielu przyprowadził do Boga. Wielu ocalił przed gniewem, zemstą i nienawiścią. Słowa świętego Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”, stały się jego duchowym mottem. Inne, mniej znane i zdecydowanie bardziej kolokwialne motto wybrane przez przyszłego błogosławionego jako prosty drogowskaz w życiu kapłańskim brzmiały: “Żeby się nie skleszczyć, czyli nie stać się klechą”. Ksiądz Jerzy nigdy nie dążył do tego, żeby jego kapłańska godność zapewniała mu szczególne przywileje czy też tworzyła barierę między nim a „zwykłymi” ludźmi. Odwrotnie – kapłaństwo pojmował jako służbę, nie raz wiele go kosztującą. „Łapię się na tym, że często kiedy mam wolny czas i mógłbym np. gdzieś wyjechać, zostaję w domu, bo może ktoś będzie mnie w tym czasie potrzebował” – pisał przyszły męczennik.

Ksiądz Jerzy wyprasza cuda u tronu Bożego także po swojej śmierci. W Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki można obejrzeć księgi łask i cudów, które dokonały się za wstawiennictwem błogosławionego męczennika.

„Byłem niewierzący. W 1984 r. po zamordowaniu ks. Jerzego przeżyłem trudny do określenia wstrząs. Błagałem Go o pomoc.” – pisze w swojej relacji dr medycyny Eugeniusz Przestwór, który dzięki wstawiennictwu ks. Jerzego przystąpił po wielu latach do sakramentu pokuty i porzucił nałóg alkoholizmu, w którym tkwił ponad 25 lat.

Żoliborskie Muzeum odwiedziły już ponad 23 miliony zwiedzających – licząc jedynie grupy, bo nie jest prowadzona ewidencja odwiedzin indywidualnych. Przy grobie księdza Jerzego modlił się św. Jan Paweł II, kard. Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, Matka Teresa z Kalkuty, prezydent George Bush, Margaret Thatcher…

Mnogość świadectw duchowych i fizycznych uzdrowień, łask otrzymanych za wstawiennictwem błogosławionego księdza Jerzego, liczba osób, które nieprzerwanie modlą się przy jego grobie, przynosząc świeże kwiaty i znicze, pozwala myśleć, że oto ziściły się słowa wypowiedziane w Watykanie 25 listopada 1984 roku przez Ojca Świętego Jana Pawła II po zamordowaniu męczennika: „Ażeby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z Krzyża Zmartwychwstanie”.

Michał Korwid

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert.