Wojna z narodem

Wojna z narodem „Ogłaszam, że dziś w nocy Rada Państwa wprowadziła na całym obszarze państwa stan wojenny – głosił komunikat słynnego orędzia Wojciecha Jaruzelskiego, wyemitowany w radiu i telewizji w niedzielę 13 grudnia 1981 roku.

Zbyt wiele wylano polskiej krwi

„Zawieszono podstawowe prawa obywateli – wolność i nietykalność osobistą” – podało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. „Wzywa się wszystkich obywateli do bezwzględnego przestrzegania wprowadzonych zakazów, nakazów i ograniczeń” – brzmiało obwieszczenie Rady Państwa. Stan wojenny delegalizował „Solidarność”, co poskutkowało licznymi aresztowaniami jej działaczy. „Ani 13 grudnia 1981 roku, ani 16 grudnia 1981 nie mogą zostać zapomniane. 13 grudnia nastąpiła próba złamania ruchu „Solidarności”, patriotycznego i oddolnego zrywu 10 milionów ludzi, których ruch ten zgromadził. Te 10 milionów było fenomenem światowym. Pokazywało, jak powszechne jest odrzucenie systemu komunistycznego w społeczeństwie polskim. Stan wojenny miał na celu złamanie tego nastroju i tej powszechnej w narodzie solidarności na szczeblu ogólnopolskim. Pacyfikacja w kopalni „Wujek” miała na celu to samo na szczeblu lokalnym, na Śląsku, a także pokazanie, że wszelki opór w stanie wojennym będzie złamany. I to się komunistom nie udało. Nie złamano oporu wobec dyktatury Kiszczaka i Jaruzelskiego” – mówił w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy” Andrzej Rozpłochowski, legendarny lider śląsko – dąbrowskiej „Solidarności”. Z apelem o modlitwę, by nie doszło do rozlewu krwi, zwrócił się zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego papież Jan Paweł II. „Wydarzenia ostatnich godzin przemawiają za tym, abym raz jeszcze zwrócił się do wszystkich z prośbą o modlitwę. (…) Nie może być przelewana polska krew, bo zbyt wiele jej wylano, zwłaszcza podczas ostatniej wojny”. Komunikat Ojca Świętego nadało Radio Wolna Europa. W nocy z 12 na 13 grudnia aresztowano Jana Ludwiczaka — przewodniczącego „Solidarności” w kopalni „Wujek”. „Świadkami zatrzymania byli górnicy, pracujący na nocną zmianę. (…) Podjęto decyzję o strajku okupacyjnym, a w napisanej na kartce z zeszytu proklamacji domagano się zniesienia stanu wojennego, uwolnienia Ludwiczaka oraz wszystkich działaczy internowanych w nocy z 12 na 13 grudnia. Władze, nie godząc się na żadne ustępstwa, zdecydowały się użyć siły wobec górników, stanowczo odmawiających przerwania strajku” – czytamy na łamach portalu Muzeum Historii Polski. Pacyfikacja kopalni „Wujek” stała się największą zbrodnią stanu wojennego. Brutalność zastosowanych przez komunistów środków miała na celu nie tylko zdławienie strajku, ale i zastraszenie ewentualnych naśladowców, którzy sprzeciwią się zasadom wprowadzonym 13 grudnia 1981 roku. „Ogrom sił, które skierowano do kopalni – 1471 funkcjonariuszy MO i ZOMO oraz 760 żołnierzy, dysponujących 22 czołgami i 44 wozami bojowymi – jednoznacznie świadczył o zamiarach komunistów. (…) 16 grudnia kilka minut po godzinie 8.00 teren KWK «Wujek» szczelnie otoczyła milicja, do której później dołączyło wojsko. Po wezwaniu strajkujących do rozejścia się (niewzruszeni protestujący odśpiewali m.in. Mazurka Dąbrowskiego), użyciu armatek wodnych i wyrzutni gazu, rozpoczął się szturm na kopalnię. Na teren zakładu wjechały czołgi i wozy bojowe, taranując ogrodzenie. Strajkujący próbowali się bronić m.in. przy użyciu metalowych prętów. Stawiali też pospiesznie barykady. Największy dramat rozegrał się ok. 12.30, gdy do akcji pacyfikacyjnej skierowano pluton specjalny ZOMO. Funkcjonariusze wyposażeni w pistolety maszynowe zabili sześciu górników. Bilans ofiar śmiertelnych wzrósł potem do dziewięciu – trzech rannych zmarło w szpitalu” – przypomina Instytut Pamięci Narodowej.

Światła wolności nie da się ugasić

W geście solidarności z rodzinami i kolegami zamordowanych górników i innych ofiar stanu wojennego Polacy zapalali wieczorami w oknach świece. Dołączył do nich amerykański prezydent Ronald Reagan. „Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia przynoszą dzielnemu narodowi polskiemu niewiele radości. Polacy zostali zdradzeni przez własny rząd. Ci, którzy nimi rządzą, oraz ich totalitarni sojusznicy obawiają się wolności, którą Polacy tak bardzo umiłowali” – podkreślił w bożonarodzeniowym orędziu do narodu. „Niech płomień milionów świec w amerykańskich domach będzie świadectwem, że światła wolności nie uda się zgasić”. Za najmłodszą ofiarę stanu wojennego jest uważany śp. Emil Barchański, uczeń XI Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Reja w Warszawie, działacz opozycji antykomunistycznej w czasach PRL. W 1981 roku założył szkolny kabaret „Wywrotowiec” i wydawał pismo satyryczno-polityczne „Kabel”. 13 grudnia 1981 – po wprowadzeniu stanu wojennego – zaczął prowadzić działalność niepodległościową w grupie „Piłsudczycy”. 10 lutego 1982 wziął udział w akcji przeciwko pomnikowi Feliksa Dzierżyńskiego, polegającej na oblaniu pomnika czerwoną farbą i obrzuceniu koktajlami Mołotowa. Został aresztowany podczas druku wydawnictw konspiracyjnych i ciężko pobity. Zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Jego ciało zostało wyłowione z Wisły, nosiło ślady tortur. Zginął tuż przed swoimi 17. urodzinami. „O śmierci Emila dowiedziałem się w poniedziałek 7 czerwca, kiedy nagle do klasy wszedł dyrektor Witold Kaliński i łamiącym się głosem poinformował nas, że ciało Emila wyłowiono z Wisły. To był szok. Dziewczyny nie kryły łez – chłopaki, jak to chłopaki, nadrabiali minami. Na początku nie wierzyliśmy, że mogło stać się coś takiego. Dla nastolatków wieść o śmierci rówieśnika nie ma prawa wydać się realna. Pamiętam – napisaliśmy od klasy nekrolog do «Życia Warszawy». Wszyscy też byliśmy na pogrzebie. A podejrzenie, że Emil został zamordowany przez organy bezpieczeństwa, towarzyszyło nam od samego początku. Emil jako astmatyk bardzo bał się wody, pójście z nim na basen było niemożliwe. Dlatego też, oficjalne tezy jakoby Emil próbował tamtego upalnego czerwcowego dnia przejść przez Wisłę – z mojego punktu widzenia – są absurdalne. Natomiast fakt, że Emil był bardzo aktywnym uczestnikiem podziemia, a nade wszystko, że mógł realnie zaszkodzić bezpiece poprzez ujawnienie przed sądem, iż po aresztowaniu podczas przesłuchań był katowany – daje uzasadnione podstawy do założenia, że było to morderstwo” – mówił w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność” przyjaciel śp. Emila Barchańskiego, bard Leszek Czajkowski. „Emil kochał Polskę. Był chory na Polskę znacznie bardziej niż na astmę. Oddał za Polskę życie. Nie bójmy się zatem słów. W takich sprawach żaden patos nie jest przesadny. Zresztą w tamtych strasznych miesiącach stanu wojennego nie wstydziliśmy się patetycznych słów i gestów. Patetycznych i patriotycznych. Emil pragnął Polski niepodległej. Stąd też nasza młodzieńcza fascynacja tamtym KPN-em, który jasno stawiał kwestie niepodległości na pierwszym miejscu. Z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że Emil byłby dziś po stronie tych, którzy myślą i mówią o swojej Ojczyźnie z szacunkiem i miłością – po stronie tych, którzy wierni są tradycji niepodległościowej. Emil nigdy nie zgodziłby się na poniewieranie Polską. Emil był odważnym i prawym człowiekiem. Był dumny z Polski. I Polska jest dziś dumna z Niego!” – zaznaczył Czajkowski. Matka śp. Emila Barchańskiego, podobnie jak mama zamordowanego przez komunistyczną bezpiekę bł. Ks. Jerzego Popiełuszki, podkreśliła, że jej największym marzeniem jest nawrócenie morderców jej syna. Sprawców zabójstwa Emila Barchańskiego, podobnie jak sprawców większości innych zbrodni komunistycznych, do tej pory nie ujawniono i nie osądzono.

Agnieszka Żurek

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht.